5 lutego 2011

Nasz 3-miesięczniak :)


Mijają 3 miesiące odkąd Tobiś jest z nami po tej stronie brzucha, to prawie jak urodziny. Czas płynie teraz całkiem inaczej, a największą radością są te w pełni świadome uśmiechy i gaworzenia. Śpimy trochę jak marynarze na łodzi podwodnej - prawie nigdy wszyscy na raz :) I stałam się lepsza niż Chuck Norris - jeszcze przed obiadem mam już pozmywane po obiedzie! Faktem jest, że dzieci czynią nas lepszymi ludźmi - bałaganiarze muszą stać się bardziej zorganizowani, pedanci bardziej elastyczni i to, że dzieci dla matki są jak pomysły - cudze nigdy nie będą równie wspaniałe jak własne :)

1 lutego 2011

Powiew wiosny

Choinkę trzyma się u nas do 2 lutego i zawsze mi smutno, kiedy ją rozbieram. W tym roku zrobiłam to parę dni wcześniej, a na pocieszenie w miejsce ozdób świątecznych wymyśliłam coś takiego:
Te wiosenne "altanki" to pierwszy zwiastun wiosny, a drugi to fakt, że nasza mikrochoinka wypuściła długie świeże pędy. Mam nadzieję, że uda się ją zachować i posadzić wiosną na działce.
Inspiracją "altanek" były mini-karmniki Jolanny :)

26 stycznia 2011

Miasteczko we śnie

Tobiś klapnął, a ja w tym czasie na szafce na klucze namalowałam pogrążone we śnie miasteczko. Teraz, kiedy mam ograniczony czas na twórcze przyjemności, każdą chwilę staram się wykorzystać. Sposób na brak czasu: przemyśleć wcześniej, np. w czasie bezsennej nocy :), co się będzie robiło, kiedy nadejdzie odpowiednia chwila. Przygotować w miarę możności.

Właściwie to będzie szafeczka na drobiazgi Tobisiowe.

Kompozycję uzupełniłam elementami wypukłymi. Czerwień z błękitem jakoś nigdy nie wydawała mi się interesującym połączeniem, ale nawet i to się zmieniło. To malowanie napełniło mnie takim szczęściem jak zjedzenie całej tabliczki czekolady na raz :) A czekolady nie jadłam już kilka miesięcy i to jej własnie, nie alkoholu, nie ostrych przypraw, ani nawet nie kawy, najbardziej mi brakuje w diecie matki karmiącej...

21 stycznia 2011

Dzień Babci

Z tej ważnej okazji Tobiasz (z moją małą pomocą) popełnił swoją pierwszą pracę plastyczną :)
A potem pomógł mi upiec cynamonowo-migdałowe ciasteczka w kształcie serca, zwane palmierami. Oczywiście pomógł śpiąc, podczas werandowania :)
Na zakończenie rysunek, który zachwyca mnie od wielu lat - portret ślubny moich dziadków, niestety nie zdążyłam ich poznać. Zamówili go sobie w 1947 roku u artysty nazwiskiem Bartlitz.
Dziadkowie to skarb. Jesteśmy wdzięczni Opatrzności za Dziadków Tobiaszka, niech nam żyją długie lata w zdrowiu i szczęściu!

19 stycznia 2011

Przetrwać zimę

Ostatnio na blogu cisza, nie za wiele jestem w stanie zrobić, poza tym trochę jestem więźniem paskudnej pogody - w domu z Tobiaszem. Ale za to mogę się pochwalić tym, co dostałam od moich zdolnych HouseOfArtowych koleżanek. A prezenty zawsze poprawiają nastrój, zwłaszcza kiedy na dworze szaro, buro i ponuro :) A zwłaszcza ręcznie robione :)
Piękne kartki od Pasiakowej, Kasiorki, Lamarty, Latarni Morskiej
I od Luli
Kwiatowe broszki od Kasiorki (drugą porwała mi mama)
Przecudna zawieszka-serce też od Kasiorki
Pudełko (trzymam w nim słodycze - czyli kolejny sposób na przetrwanie zimy) od Lamarty - wygląda jak ceramiczne, kto by pomyślał, że jest z gazet! W tle w ramie służącej jako tablica pele-mele moje mikroobrazki.
Na taki przejaw mikroekspresji zawsze znajdzie się chwila i człowiek od razu lepiej się czuje :)
Do tego zestawu proponuję dodać jeszcze piosenkę z musicalu "The sound of music", o ulubionych rzeczach, które pomagają przetrwać :)

8 stycznia 2011

Latarnie i anioły


Kto wie, kiedy coś teraz namaluję... Tymczasem - ostatni obraz z ery przed-Tobisiowej, powstały w czasie danych mi 2 tygodni, kiedy drętwienia rąk minęły, a jeszcze nie musiałam leżeć - latarnia morska Westerhever. Latarnie kocham nie tylko ze względu na ich nastrojowość i atrakcyjność wizualną, na to, że są fascynujące, ale ze względu na to, co dla mnie symbolizują.
Jerzy Nowosielski, w którego malarstwie współistnieje figuracja i abstrakcja twierdził, że anioł to jest malarstwo abstrakcyjne, bo co my wiemy o aniołach - kompletnie nic, nic pewnego, więc anioł to nie istota ludzka ze skrzydłami, ale forma, której nie znajdziemy w znanym nam świecie widzialnym. Mimo to jego "anioły" przypominają często gwiazdy lub planety, (którymi podobno aniołowie zawiadują). I tak dochodzimy do światła, które od wieków kojarzymy z dobrem, ciepłem, bezpieczeństwem.
Dla mnie latarnia morska to taki anioł stróż - światło, które prowadzi bezpieczną drogą do portu.

13 grudnia 2010

Świątecznie chociaż trochę

Tegoroczne kartki świąteczne wykonane w epoce przed-Tobisiowej. .
.
.
.
.
.
.

29 listopada 2010

Ni pies, ni wydra :)


Ni to jasiek, ni igielnik, na pierwsze za małe, na to drugie za duże - ćwiczyłam się w aplikacjach, bo to przyjemna robota :) Z latarnią morską - upominek dla Latarni Morskiej :)

26 listopada 2010

Przydaśnik

..
.

Nasz Tobinek skończył wczoraj 3 tygodnie, ale ten czas leci!
Dziś musimy koniecznie pochwalić się rewelacyjnym prezentem hand-made, który przywędrował do nas z kraju Baju-Baju :) Ta cudna patchworkowa makatka jest dziełem Marysi :) Jest wspaniała, bo nie tylko piękna, i pasuje u nas idealnie, ale i praktyczna, fale spełniają rolę kieszonek na różne przydasie, które dobrze mieć pod ręką.I wiecie co? Hafty na żywo robią jeszcze większe wrażenie! Tobiś i mama serdecznie dziękują cioci!

18 listopada 2010

Dziudziuś Tobiś

Tobiasz, ur. 5.11.2010 r. pozdrawia - nareszcie z domu!
Nasz skarb, dzieło i wyzwanie życia :)
.
.

2 listopada 2010

Refleksyjnie

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Myślę sobie, że to dobrze, że tak obchodzimy te święta, poważnie i głęboko. Fakt, że ze zniczami, wieńcami, sprzątaniem jest co roku cyrk :), ale nie robimy ze śmierci maskarady. Wszystkich Świętych to w założeniu święto radosne, pełne nadziei, a poza tym w tym dniu wszyscy mamy imieniny.
Dziś wspominamy naszych zmarłych. Myślę sobie o znajomych, którzy za wcześnie, tragicznie zginęli. O dzieciach, które pewnie od razu powiększyły grono aniołów. O dziadku, który w ogródku zbudował dla mnie piaskownicę i prowadzące na plac zabaw własne maleńkie schody z poręczą. O babci, od której ostatni prezent - seria albumów o sztuce, służył mi przez całe studia i służy do teraz. O drugich dziadkach, których nie znałam, ale też są mi bliscy przez rozmowy o nich. Pamiętamy ludzi - to jacy byli, dobro, które nam wyświadczyli, to, co dla nas poświęcili. Najtrudniejsze poświęcenie to takie, którego nie podejmujemy z własnej woli, wspaniałomyślnie z czegoś rezygnując, ale niejako jesteśmy na nie skazani, i tylko nastawienie do niego zależy od nas, np. zniesienie jakiegoś trudu, braku, cierpienia, ciężaru, czasem milczenie. To poświęcenie jest mało widoczne, ciche, ale to ono, doznane od bliskich, nas kształtuje. Obyśmy nigdy nie byli niewdzięczni, obyśmy tak byli wspominani.
.

25 października 2010

Dodatki!

Tym, co sprawia, że to całe masakryczne jesienno-zimowe ubieranie się na cebulę staje się bardziej znośne, są - przynajmniej dla mnie - ulubione dodatki. Torby, szale, rękawiczki pełnią rolę całkiem doniosłą, nie tylko praktyczną, ale i robią za polepszacze humoru.
Z tej czapki sklepowej pozbyłam się "diamentów", a w ich miejsce wszyłam frywolitki (niestety nie własnej roboty).

Oto ulubiony tunel, (znany także pod nazwą komina), który przed kilku laty zrobiła dla mnie Asia z Guino. Pomalowałam duże guziki i doszyłam do niego w charakterze broszki.
Popełniłam też kilka broszek z zamków błyskawicznych, których pomysł podpatrzyłam w programie Marthy Stewart. Uzupełniłam liśćmi, które są patentem Llooki.
Chciałam je zrobić już rok temu, ale tak mi zeszło... Zniechęcił mnie zbyt sztywny zamek z plastikowymi ząbkami. Ulubione zamszowe rękawiczki - prezent od przyjaciółki :)
Jeszcze parę broszek.

22 października 2010

Domek maszyny

Idąc w ślady Marysi i Makówki chciałam mieć pokrowiec na maszynę. Nie jestem zbyt biegła w szyciu, kształt jest łopatologiczny, a wykończenie w środku lepiej przemilczeć, ale pierwszy raz spróbowałam obszywania aplikacji na maszynie i sprawiło mi to dziką frajdę.
W tle widać nowy kolor wciąż nie wykończonej sypialni (miał być gołębi, ale wyszedł niebieski, no cóż, już go polubiłam) i kawałek zasłony z długo poszukiwanego materiału w paski. Też samodzielnie uszytej.

Żałuję, że napisu też nie wyszyłam maszynowo, poza tym kompletnie zapomniałam o wycięciu na rączkę do przenoszenia :) Kiedyś zrobię coś bardziej profesjonalnego, na razie to był wyczyn, no i pokrowiec spełnia swoją rolę.

A teraz mniej przyjemne sprawy. Znów trzeba podnieść temat plagiatu, i nie tylko, bo także i kradzieży. Osoba o nicku dance4life sprzedaje na Allegro wymyślone przez Lamartę koty, wykorzystując także jej zdjęcia:

Posty z oryginalnymi fotografiami znajdują się tu i tu.

Łagodnie rzecz ujmując - przykra sprawa. Coś takiego krzywdzi autorkę tych kotów, Lamartę, nie po raz pierwszy. Dopóki ludzie nie zaczną się nawzajem szanować, albo/i nie zostanie to prawnie rozwiązane, nie ma innego wyjścia jak bojkotować takie osoby.

11 października 2010